BOJĘ SIĘ IŚĆ NA TERAPIĘ

Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię Boję się iść  na terapięa Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię Boję się iść na terapię

Próbowałaś już chyba wszystkiego, ale błagania, łzy, złość i ostatnie szanse nie przynoszą żadnych rezultatów.  On wciąż pije, nie chce słyszeć o leczeniu, uważa, że to nie dla niego, nie rozumie że jest uzależniony. Może nawet  i był na terapii, ale bez sukcesu. A Ty, wymęczona psychicznie do granic możliwość odkładasz swoją wizytę w nieskończoność.

Wiesz, że  powinnaś to zrobić, ale wciąż jeszcze nie zdobyłaś się na odwagę, bo…no właśnie, bo co ? Dlaczego pomimo świadomości, że coś może być rozwiązaniem Twojego zmartwienia, tkwisz w miejscu? Co Cię  powstrzymuje? Tak żarliwie namawiasz na leczenie swojego partnera, a sama na myśl o terapii masz pełne gacie? Co sprawia, że zamiast na nią pójść , wciąż powtarzasz, że musisz to zrobić, że się wybierzesz,  a  jak przychodzi co do czego – wymiękasz? Nie wiesz? To ja Ci powiem.

Boisz się, że kiedy przyznasz, że masz problem i nie jesteś w stanie dźwignąć go sama, będziesz musiała coś z tym zrobić. Ruszyć tyłek z domu i iść do innych ludzi, do poradni, do terapeuty, do kogoś komu opowiesz o tych wszystkich rzeczach, które dzieją się w Twoim związku. Boisz się, że ktoś Cię skrytykuje, bo znosisz a raczej tolerujesz, zachowania, których nie powinnaś.  Pomyśli sobie: Co za patologia; Co za naiwna dziewczyna; I ona mu wierzy?; Jak można dawać się tak taktować?; Czy ona nie ma za grosz szacunku do siebie?;  Ja bym takiego chłopa już dawno w dupę kopnęła.

{

Tak żarliwie namawiasz na leczenie swojego partnera, a sama na myśl o terapii masz pełne gacie?

Twój strach potęguje  dodatkowo  złe wyobrażenie o terapii. Dobrze, że kino skupia się w tym temacie raczej na spotkaniach AA , bo Bóg jedyny wie jak smutny i depresyjny obraz takiej terapii byłabyś  w stanie namalować w swojej głowie…

Boisz się, że jeżeli zaczniesz coś robić – tak na serio,  to, to będzie znaczyło, że  NAPRAWDĘ jesteś kobietą, żoną lub matką osoby uzależnionej.  Problem stanie się realny, namacalny, rzeczywisty i będzie dotyczył właśnie Ciebie, nie koleżanki  czy sąsiadki – tylko Ciebie.

Być może uważasz jeszcze, że  to nie Ty masz problem, tylko On. Przecież sobie jakoś poradzisz , chcesz tylko dowiedzieć się co masz zrobić, żeby przestał pić, jak masz do niego dotrzeć, żeby wreszcie zrozumiał. Jednocześnie martwisz się, że terapeuta i reszta dziewczyn odbiorą Ci nadzieję na  szczęśliwe zakończenie. Powiedzą, że żyjesz złudzeniami. Będą namawiały, żebyś Go zostawiła , bo taki związek nie ma przyszłości, bo alkoholik nigdy się nie zmieni, bo tak będzie lepiej. A Ty nie chcesz odchodzić, nie wyobrażasz sobie życia bez niego,  kochasz go i tęsknisz za nim… takim jakim był trzeźwy.

Oczywiście zastanawiasz się jak On zareaguje, czy będzie zły, czy mu powiedzieć, że idziesz na terapię dla współuzależnionych czy lepiej to ukryć? Co na to  znajomi i rodzina jak się dowiedzą? Jakoś tak głupio i trochę wstyd  zwierzać się ze swoich problemów obcej osobie, mówić w grupie o tym co Cię gryzie i jak wygląda Twoje życie z pijanym facetem. A jak spotkasz tam kogoś znajomego, albo co gorsza, ktoś kogo znasz zobaczy, że wchodzisz do poradni? Wtedy to już wszyscy się dowiedzą. Zaraz będą plotkować. Będą  mówili ” O! To ta żona tego alkoholika”.  I co wtedy?

{

Ktoś, kto nie był w takim związku nie jest w stanie tego zrozumieć

A no nic!  W dupie z tym! Niech gadają, niech plotkują- sraj na to! Ich zachowanie wynika z niewiedzy, żeby nie napisać głupoty. Nie mają pojęcia czym jest choroba alkoholowa, z czym się musisz codziennie zmagać, czym jest współuzależnienie i  jak wygląda życie z alkoholikiem. Ktoś, kto nie był w takim związku  nie jest w stanie tego zrozumieć, ba on  nawet nie jest w stanie sobie dobrze tego wyobrazić. Dlaczego więc miałabyś się przejmować zdaniem kogoś, kto nie wie o czym mówi?

To tak jakbyś była sprzedawcą,  a górnik by Ci doradzał  jak masz sprzedawać. No błagam, litości! Przecież, to  nie ten ktoś mieszka z Twoim chłopem, to nie on musi znosić jego pijackie zachowania, to nie on po nim sprząta i pomaga mu doprowadzić się do stanu używalności. A skoro to nie on, to znaczy, że ma guzik do powiedzenia w kwestii Twojego życia.  Olewaj!  Boisz się , że na terapii będziesz musiała pokazać wszystko, całe bebechy waszego związku? No i co z tego? Każda z kobiet, która tam przychodzi jest dokładnie w takiej samej sytuacji jak Ty. Tak samo się boi, tak samo się wstydzi, tak samo nie mogła się zebrać żeby przyjść pierwszy raz. Martwisz się, że Ci powiedzą „kopnij go w dupę”, „uciekaj”, „zostaw”? E tam, daj spokój. Nie o to w tym chodzi. Terapia jest po to aby pomóc, a nie rozdzielić. Poza tym  wiesz, że  decyzja zawsze należy do Ciebie.  Zmień podejście do sprawy. Jeżeli Twój partner zachorowałby na jakąś inna chorobę, która miałaby wpływ na wasze życie ( a nawet cukrzyca by  je miała)  to też musiałabyś w tym uczestniczyć. No bo leczenie, szpitale, lekarze, kontrole,  leki, dieta, postępowanie w określonych sytuacjach, różne ograniczenia. Jestem pewna, że chciałabyś wiedzieć jak masz się zachować np.  podczas ataku epilepsji gdyby Twój facet był chory na tę chorobę. Tu jest podobnie.  Na terapii dowiadujesz się wiele bardzo istotnych rzeczy, które mają ułatwić Ci życie z  partnerem. Z tą tylko różnicą, że jego alkoholizm ma na Ciebie tak ogromny wpływ, że jeżeli chcesz jakiejkolwiek zmiany, musisz zacząć od siebie. Tak to działa. W tej kolejności. Nie bój się więc i  nie wstydź. Przestań wymyślać nowe wymówi, że poradnia jest za daleko, że w innym mieście, że niewygodnie dojechać, że ktoś znajomy zobaczy, że nie masz czasu, że nie masz z kim dzieci zostawić. Znajdź sposób zamiast szukać powodów. Działaj, bo czas ucieka…

A żeby ukrócić lawinę komentarzy, od razu mówię -heloł, mamy XXI wiek,  są też terapie on-line.

Powodzenia!