PLAŻA, MORZE, SEKS I ŻARCIE – CZYLI WAKACJE BEZ ALKOHOLU
Myśl o trzeźwym życiu przeraża. Myśl o życiu towarzyskim bez alkoholu przeraża jeszcze bardziej. A już wakacje bez alkoholu, to totalne mission impossible. No bo jak to, bez zimnego piwka zjeść rybę nad morzem, łowić płotki na Mazurach czy grillować kiełbasę w ogrodzie? Jak to,  będąc na wakacjach all inclusive nie sączyć rozcieńczonych drinków nad basenem? No i w końcu, jak to nie pójść w balet ze znajomymi do miejscowej Panderozy? Przecież to nie są wakacje, urlop bez resetu to nie urlop. Tak się nie da żyć, a nawet jeśli się da, to co to za życie…
Wakacje bez alkoholu

Dla czynnego alkoholika to po prostu fikcja, dla chcącego pokonać uzależnienie to horror, a dla trzeźwego? Jestem pewna, że podczas rozmowy ze swoim partnerem na temat leczenia i zaprzestania picia, jednym z jego argumentów przeciw, był strach o życie towarzyskie bez procentów. Jak niby miałyby wyglądać imprezy, święta, zwykłe wyjścia z kumplami czy małe piwko dla smaczku, relaksu lub na odstresowanie? Nie pić? To coś niewyobrażalnego, koniec świata, totalne wykluczenie ze społeczeństwa. Nudziarsto i lamusostwo totalne.

I szczerze mówiąc nie ma co się dziwić, że tak myśli, bo alkohol jest wszędzie, a w okresie wakacyjnym leje się strumieniami  niemalże w  każdym miejscu.  Przyznaj, że początkowo  w ogóle o tym nie pomyślałaś, ale kiedy On nakreślił  wizję samotnego, nudnego i szaro-burego życia bez wyjść i goszczenia się ze znajomymi, stwierdziłaś że faktycznie może to stanowić  problem. Nawet jeśli nie powiedziałaś tego głośno (a mam nadzieję, że nie powiedziałaś) to w głębi duszy przyznałaś mu w pewnej mierze rację i sama zaczęłaś się zastanawiać jak miałoby to wyglądać.
{

Nie pić? To coś niewyobrażalnego, koniec świata, totalne wykluczenie ze społeczeństwa.

Fakt, dla trzeźwiejącego alkoholika pierwsze wakacje bez alkoholu mogą być trudne i stresujące, tak samo jak trudny i stresujący  jest pierwszy dzień w nowej szkole czy pracy dla Ciebie. Ale każde następne są  lepsze, radośniejsze, bardziej  świadome i urozmaicone . Początki bywają niełatwe ponieważ potrzebujecie czasu żeby się odnaleźć w nowej sytuacji.  Świadomie pisze w liczbie mnogiej Wy, bo kiedy Twój facet przestaje pić, zmienia się wszystko, cały Wasz świat wywraca się do góry nogami. Zmienia się sposób myślenia i  postrzegania.  Niejednokrotnie przewartościowuje się życie. Pomyślisz, że przesadzam. Ani trochę. On przestał pić, a Ty jeśli chcesz być dla niego wsparciem, również zrezygnuj z procentów. Nie, to nie jest jakiś obowiązek czy zalecenie, uważam jedynie, że fajnie jest wejść w to razem. Razem tworzyć trzeźwy związek, trzeźwy dom i trzeźwą rodzinę. Tylko mi nie mów, że to niemożliwe, bo ja i Błażej  jesteśmy  żywym przykładem na to, że można.  Zatem jego trzeźwe wakacje to również Twoje trzeźwe wakacje i zapewniam Was oboje, że nie macie się czego bać. Wystarczy, że nauczycie się spędzać razem czas. Tylko tyle i aż tyle, bo nawet jeśli wypracowaliście już schemat codziennego życia w trzeźwości, to urlop jest pewnego rodzaju odstąpieniem od tego schematu. Nowe miejsce, nowe środowisko, nowi ludzie i nowy harmonogram dnia. Wypadałoby więc dowiedzieć się co lubicie, co Was interesuje i jaka forma wypoczynku Wam odpowiada. A najfajniejsze jest to, że wszystko zależy wyłącznie od Was.
Jak to się robi?
Moim zdaniem pierwszy urlop bez alkoholu powinien się odbyć w jeszcze bardziej okrojonym składzie. Jeżeli gdzieś wyjeżdżacie , a tak było by najlepiej, to wyjedźcie sami (ewentualnie z dziećmi) bez znajomych, przyjaciół, rodziców czy teściów. Pobądźcie ze sobą – tylko we dwoje. Reszta świata może poczekać.  Dajcie sobie możliwość oswojenia się z nową sytuacją.  A Ty nie oczekuj od swojego partnera, że nie picie będzie  dla niego jak bułka z masłem. Musisz się przygotować psychicznie na różne pułapki, które szykuje życie np. myśl dokąd go ciągniesz, bo dyskoteka będzie mało trafionym pomysłem na rozrywkę.
{

Pobądźcie ze sobą - tylko we dwoje. Reszta świata może poczekać.

Dość istotne jest również miejsce do którego wyjedziecie. Liczy się niestety jego położenie, poziom i standard. Brutalne? Może i tak, ale już tłumaczę dlaczego tak uważam.  Wybierając się na zagraniczne wczasy z biurem podróży,  taki wariant omawiam, bo jest pewnie jednym z najczęściej wybieranych ( to tylko moje przypuszczenia, od statystyki jest Janina Daily* i ona z pewnością to wie) mamy do wyboru różne oferty cenowe. Zawsze myślałam, że ma to przełożenie tylko na poziom hotelu, wiesz  ilość gwiazdek, wyżywienie i kraj. Ale tak nie jest, ponieważ ma również przełożenie na ludzi, którzy w tym hotelu są gośćmi i niejednokrotnie na ich kulturę picia.
Nasze pierwsze wspólne trzeźwe wakacje spędziliśmy w przepięknym, nowoczesnym hotelu usytuowanym przy samej plaży, w którym nie było all inclusive. Strzał w dziesiatkę! Nie ma all inclusive, co w wolnym tłumaczeniu  dla wielu ludzi znaczy: nie ma wodopoju czyli na cholerę tam jechać, skoro trzeba płacić. W ten sposób zostało odsiane ziarno od plew. No dobrze, może przesadzam, ale  z pewnością dzięki temu nie było tam ludzi nastawionych na wypoczynek z kieliszkiem w dłoni. Znacznie ułatwiło nam to borykanie się z problemem alkoholu zewsząd lejącego się strumieniami i ewentualnej pokusy powrotu do imprezowego stylu życia. Dodam tylko, że wyjazd  nie  kosztował nas  miliona monet, bo nie było pakietu all. Czyli podwójny zysk – niski poziom stresu i niski koszt.
Kolejny urlop spędziliśmy w mniej sprzyjających warunkach. Hotel z full opcją barową i mniejszą ilością gwiazdek. Zapach piwa unosił się od rana do późnych godzin wieczornych praktycznie wszędzie. Opuchnięte i mało świeże twarze z dziwnym grymasem kaca witały nas na śniadaniu. Pojawiały się tam głównie po to aby czatować na otwarcie kurka.  Co było dalej, łatwo się domyślić – kolejki przy barze większe niż w Lidlu po karpia na Wigilie.  Trochę żenujące, ale  nie robiło to na nas zbyt dużego wrażenia, a tym bardziej nie powodowało myśli : o jak super, ja też tak chce. Było raczej mało przyjemnym widokiem i mało ciekawym  towarzystwem – to tyle. Jednak dla osoby, która dopiero uczy się żyć bez procentów mogło by to stanowić problem. Dlatego tak ważne jest aby przy wyborze miejsca wziąć to pod uwagę.
{

kolejki przy barze większe niż w Lidlu po karpia na Wigilie

Nasze tegoroczne wakacje były jednocześnie podróżą poślubną. Grecja, Korfu, all inclusive i hotel z dużą ilością gwiazdek. A co, jak szaleć to szaleć – w końcu (teoretycznie) podróż poślubną ma się raz w życiu. Alkohol serwowany do obiadu i kolacji, jednak nikt przesadnie się nim nie raczył. Częściej ludzie wybierali wodę, soki lub napoje gazowane. A jeśli już decydowali się na procenty – to była to z reguły jedna lampka wina. W barach całkowity brak kolejek . Woda z cytryną, cola i tutti frutti (bezalkoholowy drink) wiodły prym. Jako całkowici abstynenci nie spotkaliśmy się z dziwnymi spojrzeniami czy szeptami pod tytułem „Patrz to Ci, co tylko wodę piją. Pewnie są jacyś poj*bani.”
Czym się zająć?

Pierwsze trzeźwe wakacje alkoholika można przyrównać do poznawania świata przez małe dziecko. Facet odkrywa nowe smaki ( bo ten zmysł bez promili działa inaczej), zaczyna dostrzegać  piękno przyrody (bo wcześniej miał to głęboko w poważaniu)  i rozumieć, że życie może dostarczyć wielu przyjemności, ciekawych zajęć i niezapomnianych wspomnień. Stawianie pierwszych kroków może być naprawdę fajne.  A jeśli to już któreś z kolei Wasze wspólne wakacje bez alkoholu i wciąż odnalezienie się na nich stanowi problem, to może warto zastosować strategię nowego rozdania i zacząć od początku?  Zapytasz, ale co można robić tylko we dwoje przez 7 dni, spędzając ze sobą 24 godziny na dobę? Jak to co? Opalać się, pływać, jeść, rozmawiać, wspominać, opowiadać śmieszne historię ze swojego dzieciństwa, zwiedzać, spacerować, czytać, leżeć w wannie (pod warunkiem, że takowa jest) , kochać się kilka razy dziennie (jeśli ma się kondycje, bo jak nie, to raz dziennie też jest spoko) a przede wszystkim odbudowywać relacje.

Powodzenia!